poniedziałek, 15 lipca 2019

Post o moich męczarniach w pierwszym trymestrze przyjął się i to jak! Już wtedy zamierzałam dzielić się z wami dalszymi "ciążowymi zmaganiami", ale wasza ciekawość tylko mnie dopinguje. Mówi się, że na tym etapie ciąży jest największy luksus i szczerze mówiąc... Na razie muszę się zgodzić, bo choć wcale nie było tak kolorowo, na pewno było lepiej.


                                            Zniknęły mdłości i wymioty

To zmiana, która dała mi najwięcej siły. W końcu przestałam tracić na wadzę, zaczęłam jeść (choć późno przekonałam się na nowo do pieczywa) i miałam w sobie energię! Poczułam naprawdę, że moje ciało zaczyna się wybudzać. Gdy byłam z wizytą u siostry, ona była zdziwiona jaki nagle mam w sobie temperament. Wstawałam wcześnie, robiłam śniadania i szykowałam kawkę! Choć z odejściem mdłości wróciła moja chęć na papierosy, ale oczywiście po nie już nie sięgnęłam.

                                                   Mocne kopniaki

Najwspanialsza, ale i czasem najbardziej bolesna ciążowa atrakcja. Zaczynałam odczuwać ruchy w śmieszny sposób, jakby mała rybka łaskotała mnie ogonem od środka. Bardzo urokliwa i wzruszająca sprawa, ale jeszcze piękniejsza stała się, gdy mój mąż zaczął odczuwać wygibasy. Im dziecko większe tym mocniej, bardziej, intensywniej po prostu się je czuję,a moje dziecko uwielbia moje żebra...Więc proszę sobie wyobrazić ten ból. Choć, gdy chwile później poczuje falowanie przechodzące przez cały brzuch, sama już nie pamiętam co i dlaczego mnie bolało. Maleństwo jest na tyle ruchliwe, że czasem potrafi  wybudzić mnie ze snu. No cóż, przyzwyczajaj się matka ;].


                                        Teraz ci powiem kim jestem

W piętnastym tygodniu ciąży moja pani ginekolog poinformowała nas, że prawdopodobnie noszę pod sercem córkę, ale mamy się nie nastawiać, bo nie za wiele widać. Okej, był to dla mnie lekki szok, bo jakoś odruchowo byłam nastawiona na syna. Ciągle trochę starałam się negować taką płeć i nie dlatego, że mi nie pasowała. Broń Boże! Przecież nie to jest najważniejsze. Po prostu gdzieś w psychice sama sobie zakodowałam chłopca. Mam taki zwyczaj, że gdy się budzę i dziecko się rusza to mówię do brzucha i któregoś dnia po prostu powiedziałam "Zosia!". Myślałam sobie, że jakiś głupi odruch. Później śniło mi się, że mąż ubierał dziecko w różową kurtkę, a kolejny sen ukazał mi mnie składającą różowe ubranka.Myślałam "głupota" i tyle. Jednak matka ma intuicję nawet do takich spraw, bo w dwudziestym trzecim tygodniu wybraliśmy się w Polsce na usg 3D i tam pan ginekolog od razu, gdy zobaczył maleństwo powiedział, że mamy tu dziewczynę! Choć byliśmy na to przygotowani to i tak wielki szok. Tak sobie teraz myślę, że nawet fajnie wyszło. Kobiety to zazwyczaj lubią siedzieć w różowym świecie, więc sobie zrobię mały skok do przeszłości. 

                                     Laktacja, rozstępy...Moje ciało wariuje

Niełatwo obserwować jak ciało zmienia się nie do poznania. Uwielbiam patrzeć jak mój brzuch jest coraz bardziej okrągły, większy, po prostu ciążowy...Jednak bardzo zabolała mnie ilość rozstępów na moim ciele. Uda, pośladki, biodra, piersi i spodziewam się też brzucha. Do tego siara, która sprawia, że rzadko kiedy pozwalam sobie na brak biustonosza... Irytowało mnie to nieziemsko, ale właściwie chyba potrzebowałam chwili czasu. Nie przeszkadza mi już całkowicie nic. Może trochę martwię się stanem piersi po karmieniu, ale to czeka każdą matkę i tyle. Ciało to tylko powierzchnia. Powierzchnia, którą można zmienić gdyby nam coś nie pasowało, ale przecież niedoskonałości są jak najbardziej ludzkie. O zgrozo! Ideały...To jest nieludzkie!


                                    Płacz z bólu i zamiana w Shreka

Początek drugiego trymestru zapowiadał się super, aż tu nagle takie bóle pleców, że dosłownie zwijałam się z bólu i płakałam jak małe dziecko. Nie mogłam siedzieć, stać, chodzić...Nawet leżenie sprawiało ból. No-spa, paracetamol? Chwilowe ukojenie. Tylko kąpiele dawały mi moment ulgi. Myślałam, że naprawdę zwariuję, ale trwało to tydzień i już później nie miałam aż tak hardcorowych epizodów. Natomiast na sam koniec "miodowego trymestru" woda w moim organizmie zaczęła niesamowicie się wzbierać. Tak, że w ciągu dwóch dni na wadzę zobaczyłam dwa kolejne kilogramy, pierścionek nie chciał zejść mi z palca i myślałam, że mi go odetną, a przy chodzeniu moje stopy krzyczały. Na to jeszcze niestety nie znalazłam żadnego sposobu, ale mam nadzieję, że się to zmieni, bo cóż nie chcę przestać widzieć swoich kostek.

                                      Krew...z nosa i piekące gardło

Zacznę od tego, że przed ciążą NIGDY w życiu nie doświadczyłam krwotoku z nosa. W drugim trymestrze, szczególnie na początku nie doświadczyłam dnia bez takiego incydentu. To nie częsty objaw, ale jednak. Dla mnie sprawa bardzo irytująca, bo całymi dniami czułam jakby mój nos był napełniony krwią tylko po to by rano ją z siebie spuścić jak ze zbiornika. Z dnia na dzień również samo ustało i ani słuchu ani widu...Na szczęście. Zgaga nie sprawiała mi też mega problemów. Przynajmniej w tym trymestrze nie mogę narzekać, bo po prostu szybko znalazłam na nią sposoby i to w dodatku smaczne. Kiedy mleko czekoladowe już nie daje rady, wtedy sięgam po sok marchewkowy i o zgadze zapominam.

                                Badanie glukozy, czyli zmora ciężarnych

Nie w moim przypadku. Byłam przerażona tym badaniem. Nasłuchałam się i naczytałam. Wszystkie koleżanki mówiły żeby brać smakową, bo przy niej lekko, a ja z tego stresu zapomniałam o taką poprosić i pani podała mi zwykłą. No i co? Szczerze mówiąc nie poczułam nic. Wypiłam na raz i tyle. Jakbym sobie trochę wodę posłodziła. Nie czułam się też po niej źle. Jedyne co to było mi duszno, bo siedzieliśmy w małej poczekalni w upał, więc wyszłam sobie przed przychodnię i siedziałam na schodkach. Dla mnie o wiele gorsze było pobieranie krwi. Nie wiem czy już na blogu wspominałam, ale boję się po prostu poboru i nie tyle, że samej igły, ale tego, że coś zostaję umieszczone w moim ciele. Po tym jak pani wzięła tyle ile potrzebowała, to ja musiałam leżeć dwadzieścia minut, wypić szklankę wody,a i tak czułam się słabo. Niestety moje wyniki nie są dobre i na razie nie mogę więcej nawet powiedzieć, bo czekam na wizytę u specjalisty i ponowną zabawę z glukozą. 

poniedziałek, 8 lipca 2019

Słyszysz dźwięk budzika i totalnie go ignorujesz. W końcu zdenerwowana sięgasz po telefon, ale gdy przez ciężkie powieki zauważasz godzinę, dostajesz nagle palpitacji serca. ZASPAŁAŚ!

Lubimy utrudniać sobie życie.

Z organizacją to jeszcze rok temu nie miałam nic wspólnego. Teraz w internecie jest na to moda, by sobie wszystko zapisywać, rozplanować i tak dalej. Uważam to jak na razie za jeden z tych mądrzejszych trendów. W końcu jest z tego pożytek. Dziś chciałabym przedstawić ci kilka patentów, jak ułatwić swoje poranki bądź po prostu przebieg dnia. 



1. Przygotuj strój
Nie chodzi mi tutaj o zwykłe wyprasowanie ubrań wieczorem, by na drugi dzień można było w nie tylko wskoczyć, choć to też jest naprawdę fajna opcja. Ja jednak proponuje zminimalizować swoją szafę jak się da. Chcę żebyście pozbyli się swoich ukochanych klamotów? Jasne, że nie! Pobawcie się w stylistów raz na tydzień, np. w niedzielę wieczorem. Przygotujcie sobie gotowe outfity, które rano tylko wyjmiecie z szafy i wrzucicie na siebie. Sporo czasu zawsze zaoszczędzone.

2. Zadania dnia
W ciągu doby często mamy od groma obowiązków przez co słabo nam idzie cokolwiek. Moim patentem na to jest lista trzech rzeczy. Tak, dobrze czytacie TYLKO TRZECH. Niech to będą najważniejsze sprawy do załatwienia. Wasze must have! Wasze priorytety! Wtedy dostosowanie całego dnia stanie się łatwiejsze, a wy na pewno przyłożycie się lepiej do tych obowiązków.

3. Doceniaj
To taki trochę przerywnik pewnie dla wielu, ale dla mnie ważna kwestia. Często dzień przelatuję mi przez dłonie na robieniu niczego. Przy jakichś dołkach ciężko mówić o produktywności, ale w pewnym momencie sobie uświadamiam, że nigdy nie wrócę już do tego dnia. No wiecie, po prostu czas nam spiernicza, dlatego warto napisać do bliskiej osoby, że ją kochamy, przy porannej kawie posłuchać śpiewu ptaku, wyjść po chleb i uśmiechnąć się do przechodnia. Warto doceniać, bo te małe gesty tworzą wielkie uśmiechy! A przy tym i ty będziesz mieć lepszy dzień. Zaufaj.

4. Idź na randkę....ze sobą
Jesteśmy tylko ludźmi, potrzebujemy czystej głowy. Musimy doceniać siebie i dać sobie chociaż 15 minut w ciągu doby, na naładowanie baterii. Zabierz siebie na dobry obiad, posłuchaj ulubionej muzyki w spokoju, zrób to co po prostu sprawia ci radość. Wtedy twoje nastawienie będzie lepsze, a co za tym idzie twoje życie również.

5. Ogarniaj na bieżąco
Ja też nienawidzę tych sobót, gdzie sprząta się cały dom i wszystko wydaje się trwać wiecznie. Ale wiesz co? Dawno nie doświadczyłam takiego dnia, bo po prostu wszystko ogarniam na bieżąco. Jednego dnia lecę z kurzami, kolejnego z podłogami, a wszystko inne jest robione od razu przez co tracę w ciągu doby może 15 minut na porządki, a nie pół soboty.  

A wy jak ułatwiacie sobie życie?

poniedziałek, 1 lipca 2019

"Piekło to inni ludzie" jak pisała Gayle Forman i choć nie zgodzę się z tym całkowicie, to grzechem byłoby przecież zaprzeczać.

Fundamentem naszego życia są tak naprawdę relacje. Chcąc nie chcąc jesteśmy na siebie skazani.
Jakoś tak się dzieję, że wpadamy na siebie, bądź po prostu dziwnym trafem żyjemy obok i budujemy jakieś więzi. Często nie są one dobre, trują nas bądź po prostu utrudniają nam życie.
Nie chcę tylko skupiać się na negatywach, ale ten wpis może mieć trochę chłodny wydźwięk. Ciężko mi właściwie zebrać swoje myśli w sposób, który nie będzie dla was chaotyczny, więc jeśli za bardzo was męczy ten sposób pisania, to przykro mi, bo raczej nie dam rady zrobić tego inaczej. Jednak do rzeczy. 
W swoim życiu byłam wychowywana różnie i przez różne osoby. Autorytetem zawsze był i pozostanie dla mnie mój dziadek. To głównie na nim wzorowałam wiele swoich zachowań, ale musiałam dojść do etapu,w którym obowiązkiem było zrozumienie, że ten facet przez całe swoje życie odczuł naprawdę mało szczęścia.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że dobre serce jest ważne, ale rozum nie może być głuchy. Wybaczałam naprawdę wszystko dosłownie wszystkim i żeby nie było uważam wybaczenie za bardzo ważną kwestię, ale trzeba zrozumieć, że w życiu potrzebne są granicę.
Ja w końcu je sobie postawiłam. Nie lubię czuć nienawiści. Myślę, że mało kto cieszy się tym uczuciem. Ja czuję się brudna, gdy zdaję sobie sprawę,że nie potrafię względem jakiejś osoby czuć pozytywnych emocji,ale czasem tak jest i zaczęłam to akceptować, bo gdy ponownie wyciągnęłam ku komuś dłoń, to odciął mi rękę aż po ramię.
To nie była druga czy nawet trzecia szansa, to było tysięczny raz okazanie dobrego serca, a pomimo tego zostałam poturbowana. Najgorszy czas był i tak po tym wszystkim, bo zdałam sobie sprawę, że prawda stała się dla kogokolwiek mało ważna. Dziś chodzi tylko o wygodę, ale ja nie lubię chodzić na łatwiznę, więc po prostu wciąż staję naprzeciw konsekwencją swoich dobrych,a może złych decyzji.

Nie wiem jak to nazwać. Wiem natomiast, że nie złamie się kolejny raz choćby nie wiem co. Nie pozwolę już nigdy zaburzać swojego spokoju. Już dawniej pisałam, że moja wyprowadzka to lekka ucieczka i właśnie teraz twierdzę, że miejsce, w którym jestem powinno zostać moim schronem. Mówi się, że od przeszłości się nie ucieknie, ale jak dla mnie to warto próbować, bo było mi świetnie dopóki nie pozwoliłam jej wrócić.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Świat filmów z youtube nie jest świeżą sprawą i wie to tak naprawdę każdy. Sam serwis powstał w 2005 roku oczywiście w USA. Pomimo tego, że platforma ma już 14 lat, to nowych twórców przybywa i zostają oni bardzo często w szybkim czasie stawiani na piedestale. Nie jest to nic złego, dopóki kontent ich kanały nie reklamuję skrajnej patologii. Dziś jednak chcę przedstawić wam dobrą stronę internetu i polecić wam kanały, które ja śledzę, cenię i po prostu lubię. Będą one tak naprawdę o różnej tematyce, ale to i lepiej, bo dla każdego znajdzie się coś dobrego.

Aleksandra Żuraw


Ola to finalistka 5 edycji programu Top Model, który jest transmitowany przez TVN. Pierwszy film na jej kanale pojawił się trzy lata temu i opowiadał właśnie o przygodzie w telewizyjnym show. Właściwie jej początki na youtube bardzo opierały się na Top Model. Nie ma co się dziwić to ten program dał jej rozgłos, a ona wiedziała jak utrzymać przy sobie ludzi.
Jaką tematykę znajdziemy na jej kanale?
Przeróżną. Trochę vlogów, trochę o modzie, poradniki, aż do macierzyńskich etapów. 
Co mnie u niej zatrzymało?
Jest taką trochę swojską babą. Dużo przeszła, nie boi się o tym mówić. Przy czym często przesyła po prostu pozytywne emocję. Pomaga potrzebującym przy udziale swoich widzów. Po prostu wzbudza we mnie duży szacunek.


Hania Es


"No elo" - wypadałoby zacząć. Hania to studentka psychologi, blogerka, youtuberka, reprezentantka środowiska LGBT. Jej kanał również ma trzy lata, ale początkowa tematyka troszkę odbiega od obecnej, ponieważ pierwsze filmy Hani to bardziej luźne pięciominutówki. Po ponad roku widać duży przełom. Hania robi psychiczny coming out i opowiada o swojej depresji. Po tej publikacji, wszystkie kolejne dotykają tematów psychologii. Hania mierzy się ze sobą i przy tym uczy nas. Z czasem jej diagnoza jest inna, ale to zapraszam was już na kanał byście mogli sami przebrnąć przez jej historię.
Jaką tematykę znajdziemy na jej kanale?
Głównie psychologia.
Co mnie u niej zatrzymało?
Głośno mówi o problemach psychicznych przy czym przekazuję dużo wartościowych rzeczy.


Reżyser życia


Kanał istnieje aż 6 lat! I tutaj muszę przyznać, że na pierwszy film trafiłam bodajże dzięki mojemu mężowi, a żałuję, że nie udało mi się wcześniej odkryć tej strefy w internecie. Dlaczego? Kanał zawiera w sobie tyle emocji i treści, które często były mi po prostu potrzebne. Wiecie, czasem jest sytuacja, w której potrzebujecie by ktoś inny powiedział coś głośno, bo dopiero wtedy uznacie to za prawdziwe bądź chociaż możliwe.
Jaką tematykę znajdziemy na tym kanale?
Psychologia, socjologia, patriotyzm, dokumenty. 
Co mnie tutaj zatrzymało?
Ogromna wrażliwość na świat, chęć uświadamiania ludzi oraz chęć niesienia pomocy.


Sprawdzam jak


Przyjemny kanał z sympatycznym twórcą. Dużo luzu, śmiechu i przy tym ciekawostek na przeróżne tematy. Zależy co właśnie jest testowane. Na platformie jest już 2 lata. Czyli najmniej z wyżej wymienionych, a przy tym ma najwięcej filmów. Co się ceni, bo jest po prostu regularny w tym co robi.
Jaką tematykę znajdziemy na tym kanale?
Recenzje jedzenia, napojów, sklepów, stacji paliw...No ogólnie wszystkiego ;)
Co mnie tutaj zatrzymało?
Przyjemna, niewymuszona atmosfera, a przy tym rzeczowe ocenianie. 


Mama Lama


Kanał założony przed dwie mamy, które wykazują się niezwykłą tolerancją, zasadami oraz optymizmem. Oglądałam dziewczyny przed ciążą i byłam zachwycona po prostu ich energią. Właściwie z tego co komentarze mówią to wiele nie-mam po prostu obserwuję kanał, bo sprawia im to przyjemność. Dziewczyny nie są jednak jedynymi ekspertami w całym swoim dziele, bo bardzo często zapraszają na swoją kanapę ciekawych gości. Od położnych po twórców szumisiów. 
Jaką tematykę znajdziemy na tym kanale?
Nietypowo, ale rzetelnie o macierzyństwie.
Co mnie tutaj zatrzymało?
Informacje, które są naprawdę przydatne, a przy tym brak jakiejkolwiek dyskryminacji. 

To tylko garstka youtuberów, których oglądam, ale zdecydowanie jest to ta część, którą śledzę na bieżąco. A wy kogo oglądacie? 

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Nie zdajemy sobie sprawy jak często ktoś zmusza nas do różnych działań, bo tak naprawdę nie zagłębiamy się w swoje decyzje. Warto czasem zadać pytania:

- Dlaczego to zrobiłam?
- Jaki skutek ma moja decyzja dla mnie?
- Jaki skutek ma moja decyzja dla innych?

Nagle może się okazać, że my mamy guzik z pętelką, a może nawet nadwyżkę nieprzyjemności, natomiast osoba trzecia tylko na tym zyskała. Jeśli jeszcze nie wiecie o czym mowa, to dziś chciałabym wam przedstawić metody manipulacji.
Czym właściwie jest manipulacja? Formą wywierania wpływu w taki sposób by nieświadomie i (zazwyczaj) wbrew własnej woli inne osoby realizowały cele manipulatora.

1. Metoda autorytetu.

Eksperyment profesora Stanleya Milgrama jak dla mnie w najciekawszy i właściwie trochę druzgocący sposób przedstawił jak za pomocą tej metody łatwo wykorzystać ludzi. Profesor zaprosił do badania grupę osób, którą poprosił by wcieliła się w rolę nauczycieli. Ich zadaniem było sprawdzanie jak uczniowie zapamiętali podane im wcześniej frazy.  Za każdą pomyłkę nauczyciele mieli razić uczniów prądem. Ot, taka przyjemna kara. Przy wszystkim był Milgram, który stale kazał im zwiększać moc, co sprawiało, że uczniowie odczuwali coraz to większy ból. Ten Eksperyment pokazał, że ludzie są w stanie zadawać innym niewyobrażalny ból, tylko dlatego, że tak chciał ich autorytet w tym przypadku profesor. W rolę nauczycieli wcieliło się aż 40 osób i żadna z nich nie zrezygnowała, a dalej wykonywała polecenia choć uczniowie błagali o litość i wili się z bólu. Co prawda w rzeczywistości nie byli rażeni prądem, ale swoją grę aktorską też musieli odstawić. To badanie to taki kubeł zimnej wody lądujący prosto na naszej głowie, bo pokazuję z jaką łatwością może manipulować nami ktoś kto cieszy się szacunkiem większego grona osób.


2. Metoda: społeczny dowód słuszności.


Z tą metodą mamy styczność bardzo często, ponieważ jest ona najbardziej popularna i banalna. Wykorzystywana jest przez nasze otoczenie, pracowników lokalów czy producentów. Gdy wchodzimy np. do baru mlecznego i widzimy słoik na napiwki, w którym jest kilka drobnych to odruchowo dorzucamy coś od siebie, czując, że to po prostu słuszne działanie. W rzeczywistości to bardzo prawdopodobne, że pracownik tego baru sam się obdarował monetami, by złapać nas w pajęczą sieć. Popularne są też reklamy np. kosmetyku na ujędrnienie ciała, które głoszą, że aż "98% to zadowolone klientki". W naszej głowie toczy się szybka matematyka, a liczba 98 wygląda korzystnie przez co często i gęsto dajemy się ponieść takiej manipulacji.


3. Metoda : reguła wzajemności.

To właśnie tej metodzie ja daje się wykiwać najczęściej. Reguła wzajemności głosi bowiem, że każdej osobie, która uczyniła względem nas dobro, jesteśmy winni to samo. Przykład? Bardzo proszę! Niezbyt przez nas lubiana znajoma, która żyje w naszym środowisku zaprosiła nas na swoje urodziny, więc, gdy przychodzi moment sporządzania listy gości na naszą imprezkę, nagle czujemy silny przymus wpisania też tej znajomej. Jasne, w społeczeństwie uznajemy takie zachowanie jako dobre maniery, ale to jest coś do czego się zmuszamy, więc w cudowny sposób może też stać się źródłem manipulacji, ponieważ ukazuję nam w jak silny sposób czujemy się zobowiązani względem innych.


4. Metoda : złudne zaprzeczenie

Nie myśl o niebieskim kubku... Nasz mózg nie przyjmuje słowa "nie", więc w pierwszej chwili wykreował w twojej głowie niebieski kubek i to naturalne. Jednak jak to wykorzystuje np. marketing?
" Nie myśl, że firma 123 jest w stanie jako jedyna zagwarantować Ci wspaniałe wypieki. Nie wyobrażaj sobie, że dzięki nim nic nie przytyjesz. Nie tylko dzięki nam poczujesz się jak w raju"
Brzmi jak strasznie słaba reklama, prawda? Teraz pamiętaj, że nasz mózg ignoruje początkowe "nie" i przeczytaj treść pozbywając się właśnie tego słowa. I tu nas mają...

5. Metoda : sympatii

Manipulator wykorzystuje tutaj tak zwaną "grę na emocjach" i choć coraz bardziej jesteśmy wyczuleni na takie zachowania to w momencie, gdy darzymy kogoś silnym uczuciem, ciężko zauważyć, że jesteśmy ofiarą manipulacji. Wyobraź sobie sytuację, gdy twój partner przychodzi do ciebie po pożyczkę, zazwyczaj, kiedy masz możliwość to pewnie nie widzisz problemu w małej pomocy. Gorzej, gdy później pojawia się problem z oddawaniem. Jak w tej sytuacji zachowa się manipulator, gdy upomnisz się o swoje? Prawdopodobnie przedstawi ci jakąś cudowną wymówkę, którą skwituję słowami "przecież mnie znasz" bądź co gorsza " chyba mnie kochasz". Takie działanie sprawia, że mimowolnie zalewa cię dziwne poczucie winy.


Znaliście te metody? A może właśnie zauważyliście, że często dajecie się na którąś złapać. Dajcie znać w komentarzu!

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Często poruszam temat bycia sobą, bo to jest coś do czego zawsze dążymy.  Jednak nie oszukujmy się. Jest to trudna i zazwyczaj bolesna droga. W dzisiejszym świecie, gdzie wyśmiewanie jest modne, nie tak ochoczo zabieramy się za odważne działania. Wszystko co robimy sprawdzane jest bowiem pod lupą i cholera jasna na  101% jestem pewna, że w każdym przypadku znajdzie się jakiś błąd.

Dam sobie rękę uciąć, a nawet obie, że choć raz znalazłaś się w sytuacji, gdzie miałaś ochotę wyrazić swoje zdanie, ale całe grono uznałoby je za zbyt kontrowersyjne, więc po prostu gryzłaś się w język.

Mówią, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem, ale ja się z tym nie zgadzam. Jasne, często sama zaciskam zęby i nic nie mówię, bądź obdarowuje rozmówcę uśmiechem, bo odczuwam respekt względem tej osoby lub po prostu wiem, że choćbym młotkiem tłukła to i tak nie zrozumie. W większości przypadków wolę jednak mówić to co myślę i wyrażać swoją opinię z dumą, bo dobrze jest po prostu mieć swoje zdanie, zgodne z tym co czujemy.
Nie musimy się dostosowywać do nikogo.
Teraz zastanów się jakie emocje w tobie goszczą, gdy po raz kolejny spuszczasz potulnie głowę i na oślep przytakujesz, wyrzekając się siebie. Zapewne zdarza ci się rozmyślać co powinnaś wtedy powiedzieć, może nawet układasz w głowie dialogi, ale jest już za późno i głupotą byłoby sięgnąć po telefon z zamiarem wykonania połączenia by powiedzieć to jedno zdanie, choć pewnie i tak bałabyś się to zrobić. Nie dziwię się wcale i nie oceniam, bo tak jak wyżej zaznaczyłam, często sama zostawiam pewne kwestie dla siebie.
To smutne, że żyjemy w świecie, który szczuje nas do tego stopnia, że bycie sobą jest niewyobrażalnie niebezpieczne.
Znając konsekwencję powinniśmy zawalczyć o to co naprawdę się w nas kryje, bo za kilka lat może okazać się, że nie lubimy swojego życia, bo nie jest nasze. Jest ono po prostu oczekiwaniem naszych rodziców, partnerów, szefów, znajomych, ale z nami nie ma nic wspólnego.

Mechaniczna egzystencja.
To nam grozi jeśli nie zechcemy walczyć o siebie i swoje jutro.

Ważne jest by pamiętać, że tylko my mamy pełne prawo do decydowania o swoim życiu, jego przebiegu, zmianach, które mogą zajść. Dobrze jest wysłuchać czyjejś rady bądź opinii, ale często na wysłuchaniu powinniśmy zakończyć, bo tylko my możemy stawiać jakiekolwiek warunki. Brzmi to może trochę chłodno, ale nikt nie wymyślił maszyny, która cofnie nas w czasie, więc lepiej przeżyć swoje życie zgodnie ze sobą.

Każdy z nas odczuwa pociąg względem jakichś czynności, takie zjawisko nazywamy pasją. Może jeszcze nie wiesz jaka jest twoja, ale poświęć temu czas, bo na pewno istnieje i czeka na swoje odkrycie. Praca, kariera to wszystko jest ważne, ale nie najważniejsze. Pamiętaj.

Potrzebujemy prywatności niezależnie od tego czy żyjemy sami, czy mamy rodzinę i gromadkę dzieci. Powinniśmy zabezpieczać naszą sferę, ponieważ łatwo zgubić siebie w rytmie codziennego dnia. Nie dopuszczaj do tęsknoty za samą sobą.

Zadbaj o swoją asertywność. Ja wiem, że dla wielu to nie jest łatwe, bo sama należę do tego grona, ale wszystko można wyćwiczyć i choć czasem ciężko powiedzieć "nie" do osoby względem, której czujemy się w jakiś sposób zobowiązani to może się nam to okazać bardzo potrzebne. Możecie się bać, że wasza odmowa zostanie odebrana jako grubiaństwo, wtedy warto zaprezentować ładną składnię zdań, która wytłumaczy dlaczego podejmujecie taką, a nie inną decyzję.

Szanuj siebie! Chowanie swojego prawdziwego "ja" w kąt jest najgorszym co można zrobić. Zastępowanie swojej osobowości czymś bądź kimś kogo wykreujesz sprawi, że koniec końców bardzo pogubisz się w swoim życiu, a wtedy już ciężka droga powrotna. 

Pamiętaj o tym by kochać siebie najmocniej jak potrafisz, bo w tym cała sztuka. Nie musisz nikomu się tłumaczyć, że białe wino smakuje ci lepiej niż czerwone. w sukienkach czujesz się okropnie czy ścinasz włosy, bo masz taką ochotę. Twoje kaprysy kształtują twoje życie, więc bądź spontaniczna w tym co robisz i po wiarygodna przed samą sobą, a to sprawi, że również przed innymi.

wtorek, 4 czerwca 2019

Dużej części społeczeństwa, poezja kojarzy się z czasem przeszłym, podczas, gdy wokół nas kwitnie kwiat pokładów wrażliwości. Chciałabym wam pokazać jak proces twórczy wygląda od strony poety, który pnie się po szczeblach drabiny możliwości.


W jakim wieku zacząłeś pisać poezję?
Piszę odkąd pamiętam! Przyjmowało to bardzo różne formy, w gimnazjum pisałem sporo piosenek, w liceum sztuki teatralne (wygrywaliśmy nimi regionalne przeglądy). Obecnie mam mniej czasu, więc łatwiej jest skoncentrować się na krótkich tekstach, w tym poezji. Pierwszą książkę wydałem w 2014 roku, było to „Nieistotne” (Miniatura).

Co do książki... Jak długo pracowałeś nad materiałem?
Do pierwszej przygotowywałem się niemal trzy lata, do kolejnych- około roku " Powrót Czarodziejki z księżyca", książka, która pojawi się w tym roku, zbiera wiersze od połowy 2017 roku, do dziś. .

Jak wiele cię to kosztowało? Nie mówię tu oczywiście tylko o gotówce.
Wydają mnie wydawnictwa, nie ponoszę kosztów, które związane są z publikacją. Pisanie wierszy jest dla mnie czymś naturalnym, więc ciężko mówić o poświeceniu, a nawet przeciwnie - dzięki nim wyzbywam się wielu toksyn, układam myśli, dzielę się moimi przeżyciami. Praca nad książką wymaga dyscypliny i jasnej wizji, jednak każde działanie artystyczne ma takie wymagania.

Znam wielu młodych poetów i wiem, że wcale niełatwo znaleźć wydawnictwo. Jak Ty tego dokonałeś?
Wysyłałem wiersze na konkursy, tam zostałem kilka razy nagrodzony, co dało mi solidny argument podczas poszukiwań wydawnictwa.

Jako poeta utożsamiasz się z innym artystą z dawnych epok?
Uwielbiam wielu klasyków, sztukę pochłaniam w każdej wolnej chwili, jednak znajduje w niej inspirację, nie tożsamość. Ezra Pound jest przykładem niesamowitej wrażliwości poetyckiej, znowu Tadeusz Peiper to wszechstronny geniusz, Witkacy znowu potrafi czytelnika uwodzić w unikatowy sposób, wiersze ks. Twardowskiego, po prostu płyną. Inspiracji jest wiele.

A ty jako autor co byś chciał dać swoim czytelnikom?
Pełną gamę emocji! Staram się w wierszach przekazać jak najwięcej szczerych emocji, co niejednokrotnie mocno rezonuje z moimi odbiorcami.

Należysz do tych poetów, którzy piszą o swoich przeżyciach czy czerpiesz inspiracje z innych źródeł?
Czerpie z każdego źródła, czasem zachwyci mnie zasłyszane w autobusie zdanie.

Czy zgadzasz się z tym, że artysta musi doświadczać nieszczęść by tworzyć dzieła?
Artysta to bardzo mocne słowo. Uważam, że prawdziwy artysta potrafi czerpać inspiracje z szerokiej gamy uczuć, nie tylko z nieszczęścia, choć musi nieszczęście znać, żeby je rozumieć.


Bardzo rozsądnie patrzysz na środowisko, które właściwie współtworzysz. Czy taką pewną ręką również piszesz?
Nie jestem przesadnie pewny siebie, często nad jednym tekstem siedzę długie godziny: poprawiając, zmieniając. Obecnie najwięcej czasu zajmuje mi debiut prozatorski.

A jakie masz plany względem prozy?
Mam w sobie kilka powieści obyczajowych, które mogłyby się ukazać. Nie wiem jak będą odebrane, póki co, moje opowiadania raczej zyskiwały dobre recenzje.

Rozumiem, że to jednak plan, a nie marzenie?
Od wielu lat skutecznie przekuwam marzenia w rzeczywistość, to bardzo ważne, żeby się realizować.

Wydajesz się być optymistą, ale zazwyczaj twoje wiersze są smutne. Z czym to się wiąże?
Moje wiersze są bardzo różne, znaleźć można zarówno pozytywne jak i negatywne - wystarczy zajrzeć do tomików.

Bez bicia przyznaje, że nie widziałam tomików, ale wiernie obserwuje Instagram. Myślisz, że te mniej szczęśliwe treści przyciągają więcej ludzi?
Tak, wiele osób szuka w sztuce ukojenia.

Chciałbyś sławy czy bliskości z czytelnikami?
Jedno drugiego nie wyklucza. Z drugiej strony nie, nie zależy mi na sławie w sensie osobistym, zależy mi na odbiorze moich tekstów, a nie na sławie celebryckiej.

Zdarzyło Ci się napisać coś kontrowersyjnego?
Ciężko mi powiedzieć co jest uznawane za kontrowersyjne. Napisałem horror, w którym główny bohater zjada kolegę z pracy, czy to jest kontrowersyjne?

To lekko mnie rozbawiło. Choć pewnie gdybym czytała to już by nie było mi tak do śmiechu. A jak rodzina? Wspierają cię?
Rodzina wspiera! Mama zbiera moje nagrody, Babcia znowu kataloguje wszystkie publikacje.

Co byś przekazał osobom, które również piszą poezję?
Żeby dużo czytały - tekst rodzi tekst - i ufały swojej wizji artystycznej.

To na tyle z moich pytań. Chciałbyś coś sam dodać?
Hmm, chciałbym wszystkich zachęcić do śledzenia moich Social mediów, niebawem będzie informacja o nowej książce!


  Wywiadu udzielił Damian Dawid Nowak
Damiana znajdziecie tutaj :

Mnie znajdziecie tutaj:

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Rok 2019. Inteligencja ludzka jest niesamowicie rozwinięta. Nigdy nie byliśmy bardziej doinformowani niż w tym momencie.
Właśnie teraz nasze umysły są jaśniejsze niż naszych przodków kiedykolwiek. a jednak często się czuję jakbym żyła w średniowieczu. Jest wiele kwestii, w których społeczności nie będą się zgadzać i to jest okej, ale jest okej tylko do momentu, kiedy ma sens. Gorzej gdy go w ogóle nie ma... Trzeba pamiętać, że mamy dostęp do wielu informacji oraz możliwość rozmyślania nad ogromem spraw, więc warto korzystać z tego udogodnienia, bo pomimo, że tak wiele możemy często po prostu nic nam to nie robi. Dziś chciałabym wam przedstawić absurdy, które gdzieś kiedyś obiły mi się o uszy. Zapnijcie pasy, bo możecie wypaść z karuzeli śmiechu.


1. Jeśli odczuwa zazdrość to ci nie ufa.

Zawsze się śmieje w duchu, gdy czytam bądź słyszę, że ktoś tak twierdzi, bo to po prostu mit powtarzany przez pokolenia. Jasne, zazdrość pojawia się często przy braku zaufania, ale jest też wiele innych czynników, które ją pobudzają i nie ma sensu skreślać jakiejkolwiek relacji nie zagłębiając się w problem, który na pewno istnieje. Brak zaufania nie musi przejawiać się względem naszej osoby, ale innych ludzi. Gdzieś kiedyś runęły fundamenty naszego bezpieczeństwa, może w dzieciństwie został zaburzony nam obraz relacji, straciliśmy kogoś przez udział osoby trzeciej. Wtedy nieufnością darzymy społeczeństwo w całej swojej okazałości, traktujemy je jako zagrożenie i choć jesteśmy pewni, że nasza druga połówka nic nie zrobi, boimy się co i w jaki sposób może zrobić ktoś inny. Zrozumiem oczywiście jeśli ktoś się ze mną tu nie zgodzi, ale ja się nauczyłam, że tak to się przedstawia i po prostu czasem musimy otworzyć umysł.


2. To nie twoja psychika tylko lenistwo.

Zdarzy się, że słyszę to do dziś. Oczywiście nie od najbliższych, ale jednak. Nie potrafię do końca pojąć w czym tkwi problem u takich osób, że uważają, iż zaburzenie czy choroba psychiczna działa na guzik "włącz/wyłącz". Może ich problem pojawia się w fakcie, że nigdy nie odczuli takich zmian zachodzących w mózgu. Człowiek osiąga czasem takie apogeum w swoim życiu, ze swoją głową, iż nie ma siły na nic, nawet na patrzenie na ludzkie twarze i to w żaden sposób nie jest lenistwo czy ucieczka od obowiązków. To jest prywatne piekło zamknięte na cztery spusty. Gości nie zapraszamy. Nie powinno się mówić lekkomyślnych zdań, gdy osoba oświadcza o swoim problemie, bo choć nie doświadczyło się tego nigdy to kiedyś może się to zmienić albo co gorsza może dosięgnąć to bliskich osób, a wtedy zrozumienie może okazać się jeszcze trudniejsze, więc dopóki ma się okazję, warto zaczerpnąć wiedzy na temat problemów podłoża psychicznego. Choćby tych podstawowych, bo niestety żyjemy w erze depresji.

3. Ciąża to nie choroba.

Na wstępie zaznaczam, że oczywiście się zgadzam, ale wejdźmy w temat trochę głębiej, jak na wścibską babę przystało. Pierwszy trymestr to tak naprawdę najbardziej zagrożony okres ciąży. W tym czasie warto jednak zwracać na siebie uwagę w bardzo szczególny sposób. Obecne statystki mówią, że połowa ciąż kończy się poronieniem. Nie potrafię zdzierżyć tekstów typu "ja w ciąży to ziemniaki zbierałam" albo " ja pracowałam fizycznie praktycznie do rozwiązania". Super! Fajnie, że miał ktoś tak stabilny, silny i dobry organizm, a ciąża zakończyła się szczęśliwie. Nie zapomnijmy jednak, że "JA" to indywidualny przypadek i dla drugiej kobiety noszenie tych przeklętych ziemniaków w siateczkach może okazać się wyrokiem. Trzeba znaleźć tak zwany złoty środek, a to może tylko wyznaczyć osoba nosząca w sobie dziecko ona czuję i wie najlepiej i jeśli coś nie jest na jej siły, nie ma sensu jej czegokolwiek narzucać.

4. Jak można nie jeść mięsa?

A no normalnie. Mięso nie jest niezbędne nam do przeżycia i wiele osób z niego rezygnuję, bo po prostu im nie smakuję bądź ze względów etycznych i nikt nikomu w talerz zaglądać nie powinien. Znam kobietę, która już siedemnaście lat nie je mięsa, przeżyła tak dwie ciąże(dzieci zdrowe ;) ) i jej wyniki dalej są w dobrym stanie. Trzeba pamiętać by dostarczać organizmowi tego co potrzebuję w odpowiednich dawkach, a jeśli coś nie jest konieczne w takiej formie to po co się zmuszać? Dajcie czasem na luz, bo ja na dzień dzisiejszy jem tylko drób, miałam moment, gdy byłam wegetarianką i ciągle słyszę komentarze, że mięso powinnam jeść, że dobre, a bo ja blada jestem przez to, że nie jem tego mięsa. Po ciąży i karmieniu chcę wrócić na wegetarianizm i zrobię to, Pomimo tego, że nie będę jadła mięsa, będę je przygotowywać dla rodziny i przy stolę nie będę opowiadać jak męczyło się to zwierzątko. Obie strony zawsze powinny zachować takie uwagi dla siebie. To co jemy jest naszym indywidualnym wyborem.

Jestem ciekawa z jakimi absurdami zdarzyło wam się mierzyć. Podzielcie się ze mną w komentarzach!

wtorek, 28 maja 2019

Miłością otaczamy się odkąd tylko pierwszy raz ujrzymy ten świat. Zawsze ktoś gdzieś nas kocha. Jednak w pewnym momencie wchodzimy w głębszą relację z drugim człowiekiem i choć jeszcze o tym nie wiemy, to właśnie tutaj pojawiają się schody. Zanim jednak zaczną się prawdziwe trudności wchodzimy w  fazę pierwszą :
Źródło : Obraz <a href="https://pixabay.com/pl/users/lucianovisual-967751/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=737910"> Luciano Souza Fagundes</a> z <a href="https://pixabay.com/pl/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=737910"> Pixabay</a>

Zakochanie
Może dopiero się poznaliście albo właściwie znacie się już długo i to w tym momencie między wami pojawia się dialog, który prowadzicie w sposób tak płynny, jak myśleliście, że nie jest możliwe. Taka przypadłość to normalna sprawa, bo w tej fazie miłości dominuje namiętność, więc po prostu jesteście wręcz zaślepieni swoim nowym obiektem westchnień. Namiętność to bardzo ważna cecha w związku. Składa się ona z pozytywnych, ale i często negatywnych emocji, które żywimy w kierunku drugiej osoby.  Bardzo często zamieniamy ją w potrzebę fizjologiczną. Chcemy partnera jak najwięcej, pragniemy dotyku, nieustannej uwagi, słodkich słówek, pieszczot, drugiej osoby tylko dla siebie.
Źródło: Obraz <a href="https://pixabay.com/pl/users/aliceabc0-1104247/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=1790142"> aliceabc0</a> z <a href="https://pixabay.com/pl/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=1790142"> Pixabay</a>

Faza druga : Początki
Drugą, ale jakże ważną cechą miłości jest intymność. To własnie ona zwiastuje drugą fazę relacji. Ona zapewnia partnerom uczucie bezpieczeństwa, zrozumienia i wsparcia. W porównaniu do namiętności atakuję nas stopniowo, budując relację.  Na tym etapie zaczynacie naprawdę siebie poznawać, zwierzać się sobie, mówić co was martwi,a co ekscytuję. Powoli wpuszczacie drugiego człowieka do swojego świata.
Źródło : Obraz <a href="https://pixabay.com/pl/users/contato1034-4407469/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=2021780"> contato1034</a> z <a href="https://pixabay.com/pl/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=2021780"> Pixabay</a>

Faza trzecia : Wiem, że chcę spędzić z tobą życie
To chyba mój ulubiony "składnik" wykształca się w tej fazie. Zobowiązanie. To właśnie to słowo odpycha bardzo wielu, bo w dzisiejszych czasach na pierwszym miejscu stawia się głownie samorozwój, a druga osoba nie zawsze jest mile widziana w tej wizji. Niemniej jednak jest to ważny aspekt życia i tak naprawdę często nawet nieświadomie pożądany. Nagle z dwóch osób tworzy się team, który jest zależny w mniejszym bądź większym stopniu od siebie emocjonalnie i ekonomicznie. To na tym etapie mówi się sakramentalne "tak", podejmuje decyzję o potomstwie. Przestajemy myśleć o sobie jako o osobnej jednostce, ponieważ nasze działania mają wpływ również na drugą osobę. Jednak to właśnie w tej fazie lubi ginąć zainteresowanie i pożądany, wyimaginowany obraz związku.
Źródło : Obraz <a href="https://pixabay.com/pl/users/carloshanksantos-3277827/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=1665254"> carloshanksantos</a> z <a href="https://pixabay.com/pl/?utm_source=link-attribution&amp;utm_medium=referral&amp;utm_campaign=image&amp;utm_content=1665254"> Pixabay</a>




                                        Co zrobić by wciąż było dobrze?

Ważne jest to by zaakceptować, że miłość ewoluuje i nie zadręczać swojej głowy stwierdzeniami "bo kiedyś to...".Tamto już dawno macie za sobą i skoro nie czujesz by w twoim związku wszystko było tak jak powinno znajdź problem.

1. Rozmowa
Bez tego każda relacja prędzej czy później spisana jest na straty. W życiu często brakuje nam czasu na najmniejsze czynności, ale jakimś sposobem znaleźliśmy się w stałym, zobowiązującym związku, więc musimy o niego zadbać. Dobrze jest mieć komu się wygadać i w mojej opinii to twój małżonek powinien być teraz również i twym najlepszym przyjacielem. Usiądźcie przy obiedzie czy kolacji i zacznijcie się sobie żalić czy to na pracę, czy na pogodę czy na jakieś inne rzeczy. Po prostu budujcie dalej swoją intymność. Macie mieć siebie by móc razem śmiać się czy płakać.

2. Drobnostki
Nawet gdy wstajesz wcześnie rano,a twoja ukochana osoba wciąż śpi, przed wyjściem ucałuj ją i szepnij, że ją kochasz. Wiadomość po przebudzeniu "Dzień dobry kochanie. Jak się czujesz?" też nie zabierze ci godziny z życiorysu, a drugiej osobie sprawi ogromną radość choć nie zawsze będzie ci to pokazywać.  Czasem warto zostawić jakąś karteczkę nawet z żartem, który zrozumiecie tylko wy, powiedzieć, że jedzenie było smaczne, pięknie dziś wygląda czy cudownie pachnie. Błahe rzeczy tylko wydają się błahe, a w rzeczywistości mają duży wpływ na to jak wygląda wasza relacja choć pewnie mało kiedy to zauważacie.

3. Wspólny czas
Spędzanie wspólnego czasu okazuję się nie lada wyczynem, kiedy oboje pracujecie czy nawet jedno z was. Ciężko pogodzić nagle grafik z partnerskim pragnieniem. Jednak warto to zrobić. Ja już wspominałam w innym wpisie, że po prostu planuje wszystko i to sprawdza się również do tego by wygospodarować czas z drugą połówką.  To przecież nie muszą być tygodniowe wakacje chociaż jeśli macie możliwość to zróbcie to! Jednak ja mówię głównie o jakiejś kolacji razem, wypadzie do kina czy nawet na jakiś dłuższy spacer.  Warto zaplanować sobie, że chociaż raz w miesiącu zrobicie coś takiego razem. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak pokochacie takie chwile!

4. Fizyczność
Coś co jest wciąż tematem tabu wśród młodszych czy starszych osób, czyli seks. Nikt z nas w kapuście nie został znaleziony i większość związków jednak współżyje ze sobą (nie mówimy tu o osobach aseksualnych) i jest to tak naprawdę ważna sfera w związku. Warto pielęgnować miłość również przez seks. Tutaj raczej nie bawcie się w planowanie z zegarkiem w ręku, bo nie będzie to zbyt ekscytujące, ale wychodźcie czasem z inicjatywą i pozwólcie sobie i partnerowi na ten rodzaj okazywania miłości i relaksu.

A wy macie swoje patenty związkowe?

czwartek, 16 maja 2019

Pieniądze chcąc nie chcąc są fundamentem naszego życia i często również zagwozdką.  No, bo jak nimi zarządzać by miało to sens? Kiedy wraz z mężem zaczęliśmy wspólne życie, a co za tym idzie uczyliśmy się dysponować budżetem domowym, byłam w tym całkowicie zielona i swoją drogą nieźle przerażona. Miałam milion myśli na minutę i w głowie wieczny kalkulator czego naprawdę nie polecam, bo wystarczyło trochę organizacji. Ja przed wejściem w  "życie dorosłe" mało interesowałam się czymkolwiek i nie byłam zorganizowana nawet w jednym procencie. Teraz jeśli czegoś nie zaplanuje, nie zapiszę w notatniku to chyba oszaleje, a myślałam, że z tym się rodzi. Choć to trochę śmieszna cecha czasami to wyjątkowo przydatna i jeśli zaczniecie ją w sobie wyrabiać, już za jakiś czas będziecie wdzięczni. No, bo co innego  tak sprawia przyjemność jak kontrola?

1. Dokładnie sprawdź swój miesięczny dochód.


Dziś w większości pracuję się systemem godzinowym, co sprawia, że mamy określoną stawkę, a nie stały, identyczny przychód co miesiąc. Jeśli masz pewność, że różnie to bywa z wypłatą po prostu dokładnie zapisuj każdą przepracowaną godzinę dziennie. Nie zajmie ci to nawet minuty, a za to pod koniec miesiąca będziesz trzymać rękę na pulsie i szybciej dowiesz się ile zarobisz. Warto to obserwować, bo może się okazać, że różnica miesięczna jest naprawdę nijaka i całe planowanie budżetu rozpisać będzie można już sporo czasu przed wypłatą.


2. Wydatki must have.

Nie będę pisała, że przyda się notes, bo to logiczne, ale jest również wiele aplikacji, w których z łatwością możesz monitorować swój dochód. Ja próbowałam, jednak stanowczo wolę wersje papierowe. Aplikacje znajdziesz wpisując w google play po prostu "budżet domowy". Jakie widzę w tym plusy? Wykresy, a te ostatnio też pokochałam. Wydatki must have, to te, które skradają twoje pieniądze każdego miesiąca. Poniżej wstawię przykładową planszę wydatków.
Wszystkie wpisane sumy są po prostu przykładem. Nie zagłębiałam się w to jakie są średnie stawki, bo w wielu miastach różnią się one znacznie. Zwróćcie jednak uwagę na ostatnią rubrykę "wolne wydatki". To są pieniądze, które na pewno zostaną wam "luźno" w kieszeni. Dlatego taką rubryczkę można jeszcze rozbić, bo jeśli założymy, że jakąś część pieniędzy chcemy odkładać miesięcznie to sięgamy właśnie do tych wolnych wydatków, jeśli są jakieś rzeczy, które nie są niezbędne, ale chcemy je nabyć to również wracamy do tej rubryki.

3. Systematyczność.

Już na początku pisałam, że mistrzem organizacji nigdy nie byłam, dlatego nie ma sensu się zrażać. Gdy ja zaczęłam zabawę w rozpisywanie to też jakoś średnio do tego podchodziłam, ale z biegiem czasu wychodzi mi to tak perfekcyjnie, że wszystko zgadza mi się w stu procentach! Tu głównie chodzi o to by uwolnić głowę od ciągłych przemyśleń materialnych. Zasada jest prosta : jeśli wylewasz wszystko na kartkę, to wracasz do tego tylko gdy wracasz do kartki. Gdy osiągasz już ten moment, że rozpisujesz wszystko idealnie to czujesz naprawdę dużą swobodę, więc ja ze swojej strony przedstawiłam wam tylko swój sposób, bo sprawdza mi się bardzo dobrze i jest już moim nawykiem.
A wy wolicie trzymać rękę na pulsie w sprawach budżetowych, czy jednak odpuszczacie sobie?

sobota, 27 kwietnia 2019

Moje życie zmieniało się bardzo gwałtownie przez rok, a może nawet i trochę więcej. Wzięłam ślub, podjęłam decyzję o zaprzestaniu edukacji przynajmniej na dłuższy okres czasu, wyprowadziłam się z Polski do "błogich" Niemiec, a tutaj już zaszłam w ciążę. Każda z powyższych decyzji była ciągle na ustach osób mi bliższych czy nawet takich, którym może raz w życiu powiedziałam "cześć". Nie był to raczej przyjemny czas dla mnie choć powinnam cieszyć się każdą swoją decyzją i tym, że żadnej nie żałuję. Okej, tu może pojawić się argument, że NA RAZIE nie żałuję, ale jestem jeszcze młoda, więc pewnie za jakiś czas może się to zmienić. Nie mam zamiaru zaprzeczać w takich sytuacjach, bo jasne, jest takie prawdopodobieństwo, ale istniałoby one również, gdybym podjęła takie decyzje nawet za dziesięć lat.

Dlaczego zdecydowałam się rzucić szkołę?
To nie możliwość wyjazdu za granicę przesądziła wszystko, bo istniała ona od początku, kiedy zaczęłam spotykać się ze swoim mężem. Nawet już wcześniej się na nią zgodziłam, a potem zmieniłam zdanie chcąc skończyć szkołę. Później jednak byłam za bardzo przytłoczona chyba wszystkim i już będąc sto procent pewna stwierdziłam, że chcę wyjechać. Szkoła średnia to dla dużej ilości osób najlepsze wspomnienia, wspaniały okres życia, trochę stresu związanego z nauką i tym podobne. Dla mnie natomiast była to totalna męczarnia. Mój stan psychiczny na tamten czas był wystarczająco zły, spotykanie codziennie takiej ilości ludzi wcale mi nie pomagało. Czułam się gorzej za każdym razem, gdy musiałam tam wracać. Jeszcze niedawno wspominałam o tym na instagramie jak ciężko mi jest odnaleźć się wśród ludzi w swoim wieku, czy po prostu ludzi, więc ci co kiedykolwiek czuli to co ja będą wiedzieć jakie to ciężkie. Drugim powodem był kierunek, który sobie wybrałam. Do dziś śmiać mi się chcę jak przypomnę sobie z jakimi ambicjami szłam do tej szkoły. Nie miałam zielonego pojęcia o profilu, który mnie kierunkował, ale stwierdziłam who cares? Dam sobie radę. Okej, na początku szło mi całkiem nieźle, ale czułam się jakbym miała szerszy program od innych, bo tak naprawdę wszyscy mieli cokolwiek wspólnego z tym kierunkiem. Wszyscy poza mną. Ja po prostu zasypiałam w zeszytach, budziłam się godzinę wcześniej, by coś powtórzyć, a potem i tak nic nie ogarniałam. Oczywiście, że kierunek można zmienić, ale nie chciałam tego robić, bo oznaczałoby to nadrobienie materiału (wiedziałam, że na tamten dzień nie dam rady), nową klasę, wychowawce i to by było za dużo, więc uparcie mówiłam, że dam radę. Nie dawałam, a tylko męczyłam siebie bardziej. Ten kierunek był efektem tylko i wyłącznie mojej głupoty, ale nie żałuję, bo tak czy siak wspominam wszystko miło. Więc właściwie to są dwa główne powody dlaczego porzuciłam edukację ludzie i kierunek, takim moim dodatkowym jest to, że po prostu życie w takiej społeczności nie jest dla mnie i nie powiem, że skończę jakąkolwiek szkołę i będę miała maturę, a potem magistra, ale nie powiem też, że tak się może nie stać, bo nikt tego nie wie. Nie czuję się gorsza przez to, że podjęłam taką decyzję, a wręcz podziwiam wszystkich z podobnymi cechami, którzy dają sobie świetnie radę.



Dlaczego Niemcy? Dlaczego wtedy?
Na pierwsze pytanie jest prosta odpowiedź. Są tutaj rodzice męża, więc pierwsze miesiące tutaj, gdzie jesteśmy zawdzięczamy im. Sam w sobie kraj pasuję mi pod wieloma względami, a szczególnie ludźmi, którzy mają zupełnie inną mentalność. Nie będę mówić czy to jest lepsze czy gorsze, mi po prostu bardziej odpowiada i czuję się tutaj swobodniej. Dlaczego wtedy? Wyjechaliśmy dosłownie dzień po ślubie praktycznie co do minuty minęły 24h. Może też bałam się trochę hejtu, który spłynąłby gdzieś tam za nasz wiek i małżeństwo, ale to prawdopodobnie miałam z tyłu głowy, bo do dziś mam przy sobie ludzi, którzy życzyli nam dobrze, a taka bezsensowna krytyka nic nie znaczy. Potrzebowałam też takiego resetu znajomości, wręcz segregacji, bo skupiałam się na wielu relacjach, które nie wnosiły do mojego życia nic pożytecznego, więc nowy kraj okazał się moją bezpieczną przystanią i praktycznie białą, czystą kartką. Co okazało się też dużą pomocą dla mojej psychiki. Nie pamiętam, kiedy czułam się tak dobrze. Ostatnie tygodnie to już w ogóle czysty efekt pracy nad sobą i życiem. Jak na razie jestem wolna od negatywnych ludzi czy sytuacji i mam nadzieję, że tak już zostanie choćby na dłuższy czas.


Więc tak, teoretycznie uciekłam z kraju i choćby to było największym tchórzostwem, to powtórzyłabym to za każdym razem.

Follow Us @vii.czarnowska